- 2. Plan podróży i odwiedzone miejsca
- 3. Logistyka
- 4. Noclegi
- 5. Kuchnia i napoje
- 6. Porady praktyczne
- 7. Podsumowanie
Nie byliśmy jeszcze tak daleko w Azji – wcześniej odwiedziliśmy tylko dawne republiki radzieckie, jak Kirgistan, Kazachstan czy Azerbejdżan. Wietnam wydawał się interesującym kierunkiem, zwłaszcza po tym, jak słyszeliśmy, że kraj ten potrafi zaskoczyć i może równać się z Japonią pod względem atrakcyjności.
Bilety kupiliśmy 8 miesięcy wcześniej, wybierając opcję multicity – lot do Sajgonu i powrót z Hanoi. Dzięki temu mogliśmy zwiedzić Wietnam od południa do północy, unikając powrotu tą samą trasą.
2. Plan podróży i odwiedzone miejsca
Sajgon – Cat Ba – Sajgon – Da Nang – Hanoi -Cat Ba – Hanoi – Ninh Binh – Sajgon
Sajgon (Ho Chi Minh)
Spędziliśmy tu pierwszy dzień po przylocie wieczorem a także następny. Adrenalina nie Pozwoliła tak po prostu pójść spać i musieliśmy wychodzić swoje po mieście.
Pierwsze co rzuca się w oczy, to zgiełk i tysięce skuterów jadących bez względu na jakąkolwiek sygnalizację uliczną, co sprawia, że przejście przez ulicę może być nie lada wyzwaniem. Teoretycznie, żeby przejść na drugą stronę ulicy, nie wolno się zatrzymywać ani cofać – kierowcy skuterów obliczają drogę i dopasowują tor jazdy tak, aby uniknąć kolizji. W praktyce jest to bardziej skomplikowane, przejście przez jezdnię przypomina walkę o przeżycie.
Skutery w Sajgonie I ogolnie w Wietnamie to nie tylko indywidualny środek transportu, lecz można je zamówić je jako taksówkę poprzez aplikację. Za ich pomocą przewożone są także różne, czasem najbardziej dziwaczne towary, czy zwierzęta. Widzieliśmy jak ktoś przewoził skuterem lodówkę, czy półtorametrową choinkę.
Oprócz tego, tętniące życiem ulice pełne sprzedawców różnorakiej tandety, setki rowerowych budek z jedzeniem, maleńkie knajpki z mikro siedzeniami i stolikami, uliczni golibrodzi męsko damscy, oraz spece od wszelkiej maści elektroniki, uzbrojeni w młotki i sekatory. Można by wymieniać bez końca.







Can Tho
Can Tho to czwarte pod względem wielkości miasto Wietnamu, położone w delcie Mekongu. Jest stolicą prowincji Can Tho i ważnym centrum handlowym oraz transportowym regionu. Miasto jest znane z pływających targów, szczególnie Cai Rang, oraz kanałów, które stanowią główny sposób transportu w tym obszarze. W Can Tho znajduje się również kilka zabytków, jak pagody i mosty, a także University of Can Tho, jedna z większych uczelni w regionie. To popularne miejsce turystyczne, zwłaszcza dla osób odwiedzających deltę Mekongu.

Da Nang
Da Nang sprawia wrażenie miejsca mocno turystycznego w bardziej europejskim sensie, z pięknymi plażami i ogromnymi hotelami. To jednak tylko pozory, bowiem wystarczy przejść się trochę dalej ulicami, żeby przekonać się, że tak naprawdę to wciąż Wietnam, gdzie kwitnie uliczne życie i większość rzeczy to piękna prowizorka.
Ba Na hills
Jednym z miejsc, które warto odwiedzić, jest Ba Na Hills i Golden Bridge. Zamiast podróżować we własnym zakresie, zdecydowaliśmy się na kupno jednodniowej wycieczki. Niestety, pogoda wypięła się na nas okrutnie tym razem. Już, kiedy jechaliśmy na górę kolejką linową, widoczność wynosiła jakieś 20 metrów i na takim poziomie utrzymywała się przez cały dzień. Dodatkowo, co jakiś czas padał naprawdę porządny, z silą wodospadu deszcz.
Także, planując zwiedzanie Da Nang i okolic, koniecznie trzeba wziąć pod uwagę aktualne warunki pogodowe (panuje tu bowiem pora deszczowa – całkowicie odmiennie, niż na północy kraju, gdzie średnia temperatura to ok. 29-30 stopni i całodzienne słońce). Inaczej zamiast slynnych rąk podpierających most zobaczymy nędzne kikuty skąpane w paskudnej mgle.
Marble hills
Miejsce to wybraliśmy do zwiedzenia na ostatni dzień naszego pobytu w Da Nang. Powodem był czas, który nam pozostal do odjazdu pociągu -miejsce to jest oddalone o około 30 minut drogi od miasta a zwiedzenie zajmuje około 2-30 godziny. Jeżeli jednak w zapasie jest trochę wiecej czasu, warto pomyśleć o zwiedzeniu Hội An. to historyczne miasto w środkowym Wietnamie, znane z dobrze zachowanego starego miasta, wpisanego na listę UNESCO. Słynie z kolonialnej architektury, japońskiego mostu oraz pięknych plaż. Jest popularnym miejscem do zakupów, zwłaszcza ręcznie szytych ubrań.
Hanoi
Skutery i motorynki w ogromnej liczbie, hałas, chaos, brak zasad. Chyba tylko Budda kieruje tym ruchem bo nam w żaden sposób nie udało się doświadczyć zrozumienia reguł rządzących tym szaleństwem. Nawet zielone światło nie gwarantuje bezpiecznego przejścia przez ulicę. Po kilku minutach spaceru w takich warunkach stan osoby której udało się kilka razy przejść na drugą stronę ulicy można porównać do agonii.
Miejsca warte odwiedzenia:
Wrak B-52 w jeziorze
Wrak zestrzelonej podczas wojny superfortecy B-52w jednym z jezior to niezwykłe świadectwo historii. Warto zajrzeć także do pobliskiej knajpki o nazwie „B-52”. Co ciekawe, w pokoiku obok toalety wiszą archiwalne zdjęcia z przechwycenia załogi – rzecz warta uwagi, bo niewiele na ten temat można znaleźć w internecie (szczególnie losy załogi samolotu, bo 47 nie zrzuconych bomb zostało wyciągnięte z wraku i zapewne odpowiednio użyte).









Train Street
Słynna Train Street w Hanoi to wąska uliczka w dzielnicy Old Quarter, przez którą regularnie przejeżdżają pociągi, dosłownie kilka centymetrów od budynków i mieszkań. Uliczka stała się popularną atrakcją turystyczną, dzięki niepowtarzalnej atmosferze – tory biegną między domami.
Turystów przyciągają także liczne kawiarnie i bary, skąd można w pewnym sensie bezpiecznie obserwować przejeżdżające pociągi.
Jednym z punktów naszej wyprawy było właśnie obserwowanie owego pociągu. Dostęp do uliczki jest jednak ograniczany ze względów bezpieczeństwa i policja zablokowała wejście na ok. 10 minut przed przejazdem pociągu. Jednak rynek rządzi się swoimi prawami i zostaliśmy poinformowani przez lokalnego „naganiacza”, że jeżeli pójdziemy za nim „sekretnym przejściem” do restauracji i jeśli każda osoba z naszej grupy kupi tam drinka, to będziemy mogli wejść i obserwować przejazd. Z ochotą spełniliśmy te dwa warunki, zwłaszcza ten drugi. Nie wiem, na jakiej zasadzie to działa ale cieszyliśmy się efektem. Zostaliśmy wpuszczeni i po jakichs pięciu minutach kazano nam się ustawić wzdłuż ściany – perfidnie przodem do pociągu:). I nie był to bynajmniej pociąg towarowy tylko normalny, pasażerski, z oknami. Niektórzy mieli więcej szczęścia i stanęli we wnęce (większy odstęp od pociągu). My, razem z grupą innych turystów, byliśmy jakieś 20 cm od przejeżdżającego potwora. Chciałem coś powiedzieć, że też chcemy do wnęki, zaprotestować ale było za późno. Kazano się nie ruszać. Miałem duże obawy – jak się okazało, uzasadnione. Robiłem różne dziwne rzeczy i już wiem, że tej akurat nie chcę powtarzać. Pociąg zbliżał się powoli. Wredny maszynista pewnie specjalnie zwolnił dla wzbudzenia respektu. Widziałem przerażenie na twarzach turystów, gdy pociąg przejeżdżał dosłownie na wyciągnięcie palca… Powoli, najpierw lokomotywa, następnie wagon za wagonem, okno za oknem. Usłużna wyobraźnia w takich sytuacjach zaczyna podsuwać różne miłe scenariusze zakończenia tak pięknego popołudnia. Po tym wszystkim delirium miałem na poziomie mistrzowskim, mógłbym wygrać w konkursie na najbardziej roztrzęsione ręce – nie ja jeden. Na szczęście zapłaciłem i dopilem swoje piwo wcześniej.
Filmy na YouTube, gdzie turyści siedzą przy stolikach i piją kawę, to naprawdę nic w porównaniu z tym, czego my doświadczyliśmy!
Następnego dnia również obserwowaliśmy przejazd pociągu, jednak z bardziej bezpiecznej perspektywy, a mianowicie z góry – na balkonie w restauracji, z pucharem w dłoni prowadząc ciekawe towarzyskie rozmowy i dzieląc się wzajemnie siecią WiFi. W końcu zasłużyliśmy.




Cat Ba I Zatoka Ha Long
Zatoka Ha Long to jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Wietnamie, wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Znajduje się na północy kraju, w pobliżu miasta Hai Phong. Zatoka słynie z tysiąca wapiennych wysp i skał, które wystają z turkusowych wód, tworząc spektakularny krajobraz. Wiele z wysp jest niezamieszkałych, a niektóre posiadają jaskinie, które można zwiedzać. Zatoka jest popularnym celem turystycznym, oferującym rejsy statkami, kajakarstwo, wspinaczkę oraz możliwość odkrywania tradycyjnych wiosek rybackich. To miejsce idealne do relaksu i kontaktu z naturą.
Jako naszą lokalizację wybraliśmy wyspę Cat Ba, a dokładniej południową jej część, gdzie jest wieksza baza turystyczna.
Na pierwszy rzut oka widać, że miejsce to ma ogromny potencjał i nie zostało jeszcze zapaskudzone komercją – chociaż widać, że trwają prace w tym kierunku. Być może, za kilka lat będzie tu pełno koszmarnych wieżowców hotelowych, restauracji z angielskimi śniadaniami, fish and chips czy inną patokuchnią. Na szczęście na razie wszystko żyje swoim życiem i wygląda autentycznie. W Cat Ba spędziliśmy 3 noce.
Aby zwiedzić zatokę Ha Long, zdecydowaliśmy się wykupić jednodniową wycieczkę statkiem. Cena, obejmująca lunch to 750000 vnd za osobę, czyli około 120 zlotych. W tej cenie były dwie wycieczki kajakami po zatoce i znajdujących się tam jaskiniach.
Dodatkowo na łodzi znajduje się jacuzzi i elegancka toaleta, jednak bez papieru toaletowego:)
Wszystko w palącym slońcu i temperaturze 30-33 stopnie. Jak na listopad to całkiem nieźle, zwłaszcza, że w Polsce w tym czasie było już poniżej zera!











3. Logistyka
pociągi – autobusy – taksówki
Sajgon <–> Can Tho: Autobus z miejscami lezacymi (https://futabus.vn/)



Sajgon – Da Nang: Nocny pociąg (https://dsvn.vn). Niestety, nie udało nam się zamówić biletów online. Można próbować w kasie przed odjazdem lub skorzystać z wietnamskich stron internetowych oferujących pośrednictwo w kupnie biletów, jednak w przypadku grupy np. 4-osobowej, nie dają gwarancji, że miejsca będą w tym samym przedziale (chociaż jest bardzo duża szansa). Można też skorzystać z pomocy kogoś, kto ma rodzinę w Wietnamie, lub popytać w biurach podróży, żeby kupili bilet wykorzystując swoje kanały (z tej opcji my skorzystaliśmy). Podróż trwa ok. 18 godzin i zaczyna się ok. 19:30. W naszym przypadku pociąg był wypełniony może w 60-70 procentach, więc szanse na kupno biletu w kasie są raczej duże, poza tym dziennie jest kilka połączeń.

Da Nang – Hanoi: Jak wyżej, również nocny pociąg sypialny, choć podróż trwa nieco krócej, bo 16 godzin. Warto zwrócić uwagę, że obie trasy są uważane za jedne z najpiękniejszych szlaków kolejowych na świecie. Dodatkowo, tuż przed dojazdem do Hanoi, pociąg przejeżdża przez jedną z wąskich uliczek, gdzie od budynków dzieli mniej niż 1 metr. Jest to więc dodatkowa okazja zobaczenia “train street” z perspektywy pasażera pociągu. Koniecznie trzeba otworzyć okno, jednak z wychylaniem się radzę uważać.
Trasę pólnoc-południe można pokonać oczywiście drogą lotniczą, jednak w tym przypadku a).tracimy przypuszczalnie więcej niż pół dnia na lot, dojazd i pobyt na lotnisku b). zostajemy pozbawieni całego spektrum wrażeń i obcowania z pięknem krajobrazów ktore oferuje podroż drogą lądową. Wybierając jazdę pociągiem, większość podróży odbywa się nocą, wiec można odpocząć a rano udać się na śniadanie do wagonu restauracyjnego i podziwiać przewijające się widoki za oknem. Sam pociąg nie jest może super nowoczesny (co jeszcze bardziej dodaje uroku), ale komfortowy i czysty, a na stolikach nawet stoją jakieś kwiaty. Do tego bardzo klimatyczny wagon barowy…
Tak więc podróż odbywała się w znakomitych, najwyższej klasy warunkach. W nocy kołysal nas psychodeliczny stukot kół i lekkie kołysanie całego wehikulu szynowego. Niestety, podczas pierwszej podróży, do Da Nang, około 7 rano zostaliśmy brutalnie wyrwani z tej kolejowej nirwany charczącymi komunikatami przerywanymi wietnamską muzyką. Nie dość, że nie rozumieliśmy o co w tej kakofonii chodzi, to na dodatek nie dało się tego wyłączyć z przedziału. Okazało się, że kill switch znajduje się na zewnątrz. To ważna informacja dla przyszłych podróżnych, bo warto zawczasu pomyśleć o deaktywacji tego ustrojstwa.









Hanoi – Cat Ba: Tu sprawa była bardziej skomplikowana, jako że nie udało nam się znaleźć bezpośredniego połączenia, tzn. rezerwacja biletu online była możliwa, ale autobus zatrzymywał się w określonych miejscach, których nie znaliśmy. Zdecydowaliśmy się kupić bilety w kasie na dworcu głównym wHanoi.
Niestety, na miejscu okazało się, że takiego autobusu nie ma w rozkładzie. Jedyną sensowną opcją była podróż do Hajfongu, a stamtąd do terminala promowego i dalej promem na wyspę. Na mapie wszystko wyglądało całkiem prosto, jednak w rzeczywistości odległości były znacznie większe, niż się spodziewaliśmy. Droga do samego Hajfongu zajęła około dwóch godzin.
W Hajfongu udało nam się znaleźć lokalny autobus, który teoretycznie miał nas dowieźć do miejsca, skąd odpływały promy. Autobus zatrzymywał się dosłownie na każdym skrzyżowaniu, czasem tylko po to, by odebrać paczkę, którą kierowca przewoził na inne skrzyżowanie na ktorym czekała osoba, ktora dalej odbierała przesyłkę. Wkrótce pojazd wypełnił się do granic możliwości lokalnymi pasażerami, a dodatkowo, przypadkowo oddaliśmy jeden z plecaków do bagażnika z tyłu – ten sam, w którym znajdował się paszport. Każdy dźwięk otwieranego bagażnika przyprawiał nas o palpitacje serca.
Po około 90 minutach takiej podróży autobus nagle skręcił w nieoczekiwanym kierunku. Zrobiło się nieciekawie, bo robiło się ciemno, a my brnęliśmy przez bezludne tereny. Na szczęście ostatni przystanek okazał się być miejscem, skąd odpływały promy. Później udało nam się złapać autobus, który zawiózł nas bezpośrednio do hotelu (kolejne 40 minut).
O ile sam pomysł spędzenia czasu na wyspie Cat Ba i zwiedzanie zatoki Ha Long jest bezsprzeczny, to z perspektywy czasu wydaje się, że warto poświęcić trochę więcej czasu na organizację podróży lub odwiedzić lokalne biura turystyczne w Hanoi, aby zarezerwować bezpośredni bilet na Cat Ba.
Cat Ba – Hanoi: Tu nie było niespodzianek, bo już na wyspie zamówiliśmy autobus, który bezpośrednio zawiózł nas do Hanoi pod wskazany adres (wliczając przeprawę promem).
Taksówki
Uber podobno działa, ale nie udało mi się nic zamówić, bo pojawiał się jakiś dziwny błąd. Zamiast tego, w Wietnamie wszystkie taksówki można bardzo szybko i sprawnie zamówić, korzystając z aplikacji “Grab”. Dlatego jest to jedna z rzeczy, którą warto mieć w telefonie jadąc do Wietnamu. W przypadku tej aplikacji zamawiamy kurs i płacimy gotówką kierowcy po wykonaniu przejazdu.
4. Noclegi
Wszystkie noclegi zamawialiśmy za pośrednictwem booking.com. Raz pojawił się problem ze znalezieniem wybranego miejsca, jednak tubylcy okazali się pomocni w tym przypadku.
5. Kuchnia i napoje
Kuchnia w Sajgonie, podobnie jak w całym Wietnamie, opiera się głównie na street foodzie. Niektórych mogą odstraszać dość prymitywne warunki, w jakich serwowane jest jedzenie, ale z naszego doświadczenia wynika, że jest ono bezpieczne. Jest to niesamowity i niepowtarzalny klimat, którego będąc w Wietnamie po prostu trzeba doświadczyć. To nie tylko samo jedzenie ale upajająca mieszanina kolorów, ulicznych dźwięków, obrazów które łączą się w jedno na naszym talerzu w jedno wspaniałe doświadczenie! Widzieliśmy wielu zagranicznych turystów korzystających z ulicznych knajp i nie mieliśmy żadnych oporów, żeby skorzystać z tej opcji. Jedzenie jest naprawdę jedyne w swoim rodzaju i ta wysoka jakość utrzymuje się w całym kraju.
Mowa oczywiście o małych ulicznych restauracyjkach przypominających nasze bary, gdzie można usiąść i zjeść. Jedzenie z ulicznych budek próbowaliśmy zaledwie kilka razy, ograniczając się do dań serwowanych na gorąco. Ceny są bardzo przystępne – dwudaniowy obiad można zjeść za około 100 000–200 000 dongów, czyli maksymalnie 32 złote.
Dziwne przysmaki
No dobra, teraz czas na kulinarne “dziwadła”. Na liście „zaliczone, niekoniecznie do powtórki” znalazły się: pieczony skorpion i coś, co przypominało szarańczę. Mało mięsa, brak jakiegokolwiek smaku – odhaczone.
Z kolei już pierwszego dnia zauważyłem w menu zupę z balutem. Balut to nic innego jak jajko z ugotowanym, częściowo rozwiniętym zarodkiem ptaka. Ominąłem tę pozycję szerokim łukiem – kiedyś miałem „przyjemność” i wiedziałem, że to nie moje klimaty. Paskudztwo.
Podobnie ciastko z kremem z duriana – smak niczego sobie, przynajmniej na początku, trochę kojarzy się z jakimś gazem(?) no i ten smród. Smród to jednak smród.
Kolejnym dziwnym przysmakiem, który próbowaliśmy, trochę przypadkowo, bo było podane jako przystawka przed właściwym daniem, była fermentowana wieprzowina. Zapakowana w jakieś fabryczne opakowanie, wzbudzała zaufanie, więc spróbowaliśmy. Dość ciekawy smak, nieprzypominający za bardzo wieprzowiny, dało się to zjeść.
Za to pierwszy raz spróbowałem żaby – i tu zaskoczenie, bo była naprawdę świetna! Nie wiem, jaki to był gatunek, ale te żaby, które widzieliśmy w akwarium przeznaczone do późniejszego spożycia, były bardzo, bardzo agresywne.


Kawa w Wietnamie
Wietnam to kawowy gigant, głównie dzięki produkcji robusty, która smakuje inaczej niż nasza klasyczna arabika. Polecam spróbować kawy na zimno z lodem – orzeźwiająca i mocna, choć na początku mieliśmy obawy, czy lód nie skończy się „przygodą”. Na szczęście w porządnych restauracjach czy hotelach nie było problemów.
Ciekawostką jest też możliwość spróbowania kawy luwak – proces technologiczny produkcji tej kawy jest dość specyficzny. Droga, kontrowersyjna, ale będąc w Wietnamie, warto spróbować choć raz, zwłaszcza że w Europie jest praktycznie niedostępna. Jedno słowo – odhaczone. Do domu zaopatrzyłem się w 150 gramów ziaren tej kawy.
Piwo, wino i inne
Piwo jest głównie w puszkach i małych butelkach (0,33 l), ale jakość jest całkiem przyzwoita. Trafiliśmy nawet na kraftowe piwa i „czeski lager”. Piwo lane to rzadkość, ale jak już się trafi, też w porcji 0,33 l – chyba lubią małe dawki.
Z winem jest gorzej. Wietnamczycy produkują własne trunki, ale nasze spotkania z lokalnymi winami nie były zbyt udane. Ciekawostką było Vietnamese apple wine – zamówiliśmy, spodziewając się normalnego wina, a dostaliśmy butelkę czegoś, co lekko przypominało rakiję. Ale nie narzekamy – smakowało, choć nie tak, jak się spodziewaliśmy. 😊
Różnice między Sajgonem a Hanoi
Jeśli chodzi o jedzenie, widać różnice. W Sajgonie można odnieść wrażenie, że im dziwniej, tym lepiej – to jednak moja subiektywna obserwacja. Ogólnie, Sajgon bardziej przypadł nam dogustu niż Hanoi.
6. Porady praktyczne
Komary. My mieliśmy szczęście i, poza paroma przypadkami, nie trafiliśmy na miejsca, gdzie były te natręty – być może dlatego, że w tym czasie nie ma ich zbyt wiele. Warto jednak być świadomym tego problemu i wziąć ze sobą dobre środki przeciwko moskitom. Jest to problem zwłaszcza w poludniowej części kraju.
Tabletki do uzdatniania wody. Picie nieprzegotowanej wody z kranu nie jest zalecane i może w najlepszym wypadku przedlużyć wizyty w toalecie, co dla niektórych samo w sobie może być traumatycznym przeżyciem.
Nie zgadzaj się na pierwszą proponowaną cene, targuj się!
Język. To nie jest zdecydowanie miejsce, gdzie można popisać się swoim pięknym angielskim. Po prostu malo kto mówi po angielsku, a jeśli już, to slabo. W ogóle mam wrażenie, że wiedza na temat Europy jest slaba – “czy Polska jest Azji?”, albo raz, gdy próbowano do nas mówić po niemiecku. Google translator jest pomocny, jednak trzeba podchodzić do niego ostrożnie, gdyż często daje nietrafione i kompletnie bezsensowne tłumaczenia.
7. Podsumowanie
Wietnam wciąga jak wir, łącząc niezliczone smaki, zapachy, dźwięki i kolory w jeden niepowtarzalny, zmysłowy świat. To świat piękny i nie skażony jeszcze zachodnią cywilizacją i komercją. Zdecydowanie warto tego doświadczyć.
